Miały być góry,
ale stchórzyliśmy w ostatniej chwili.
Bo daleko, a nasze dziewczyny wciąż cierpią na chorobę lokomocyjną.
Bo zapowiadali ocieplenie a co w górach robić jak śnieg stopnieje?
Bo brak przygotowania do nart, no ale to będzie musiało w końcu zostać nadrobione ;)
W każdy razie, wybraliśmy nasze bliższe morze,
które również zimową porą potrafi zachwycić!
Na spacerach mieliśmy towarzysza,
w którym Julka strasznie się zakochała,
ochrzciła Fafikiem i chciała zabrać do domu ;)
Plaża w Pogorzelicy zachwyciła mnie niesamowicie!
Miejsce, gdzie rzeka wpływa do morza jest bajeczne!
Otoczenie naszego hotelu również mnie zauroczyło - prawdziwy ogrodowy raj !
Na wierzbie wypatrzyłam pierwsze bazie
a w drodze powrotnej na łąkowych rozlewiskach
widzieliśmy stado dużych białych ptaków - czyżby czaple?
Te kilka dni pozwoliło nam wypocząć psychicznie
aczkolwiek nasze fizyczne siły zostały mocno wyeksploatowane
przez rozbrykane dziewczynki :)
Pelci najbardziej podobały się zabawy w basenie,
bo niestety na łyżwach nie dała rady pojeździć.
Po pierwszym szpagacie na lodowisku
dałyśmy sobie spokój i zeszłyśmy z tafli.
Pozostało nam zatem obserwować postępy Julci :)
Niestety jak to mówią wszystko co dobre szybko się końcy !
Po kilku dniach byczenia się wróciliśmy do domu,
przed nami ostatni dzień ferii
i po dwóch tygodniach dzieciaki wracają do codziennych obowiązków :)
A ja standardowo liczę dni do wiosny :)
Pozdrawiam !