wtorek, 17 stycznia 2012

Też tak macie?

Mój PMS w tym miesiącu jest wyjątkowo krwiożerczy!
Może za mało mu słodyczy?
No może...nutella zamknięta na cztery spusty ...no dobra..na trzy ;)
W każdym razie lekko nie jest ;)
Z moim nastrojem !
Bo..
Po pierwsze pogoda się zbiesiła, przybrała jakieś trupie barwy,
przymroziło nawet leciutko i sypnęło odrobinę...
Te krótkie dni i zamykający się po 16.00 nad głowami świat
 już mi naprawdę bokiem wychodzi...
Mąż nadal chory, choć już oczywiście do pracy poleciał,
bo ileż można w domu siedzieć (co nie?!)
Ja się w końcu wbiłam z szpilki i elegancką spódniczkę,
wzięłam pod pachę komputer i materiały i wybyłam do pracy...
No i nawet do biura nie zdążyłam dojechać bo Pani ze żłobka zadzwoniła,
 że Wiktorię trzeba odebrać bo chora !
No szlag!
Całą jesień się przepychałyśmy w domu z chorobami,
( które na szczęscie nie groźne to jednak uziemiające)
- ospa, jelitówka, przeziębienie...a teraz jeszcze zapalenie spojówek..

Dobraaaaaaaa! Nie narzekam ...nie lubię narzekać !

Byle do wiosny!
I w nosie mam gadania, że zima wraca - ja już mam wiosnę :)
Forsycja mi w wazonie zakwitła :)






Miłego dnia!




sobota, 14 stycznia 2012

Weekendowe pieczenie :)

Lubię jak w domu pachnie ciastem !
Często do pieczenia zapraszam Moje Dziewczynki 
a one również baaardzo to lubią :)

I choć nawet jakość wypieków miałaby na tym nieco ucierpieć,
to liczy się dobra zabawa :)

Dziś z zapałem przygotowywały sobie kolację  - słodkie drożdżowe bułeczki z dżemem :)



Oczywiście nie obyło się bez kłótni, która ma wałkować, która mieszać dżem itp, itd.. ;)





W końcu jednak bułeczki się udały,
 choć duża ilość nakładanego ochoczo truskawkowego dżemu
przyczyniła się do lekkiego zakalca ;)


Ale i tak były pyyyszne :)
Szczególnie z dodatkiem nutelli - to po mamusi chyba mają ;)



A mamusia - cóż...musi odpokutować trochę świąteczne obżarstwa ;)
Więc zrobiła sobie w międzyczasie otrębowe bułeczki :)


A puszyste pszenne bułki na niedzielne śniadanie dla łasuchów puszą się w lodówce :)


Miłej niedzieli!







Pierwsze krokusy już są ! :)

Dziś rano,
gdy weszłam do kuchni z zaspanymi jeszcze oczyma i spojrzałam przez okno,
na rabacie coś się do mnie uśmiechnęło...na żółto!  :)
Nie sądziłam, że pojawią się tak wcześnie !
Zawsze pierwsze były przebiśniegi i śnieżyce.
A w tym roku proszę bardzo - krokusy :)


I lada dzień będzie ich duuużo więcej :)


Obok nowe pąki cały czas wypuszcza prymulka :)


Strasznie jestem ciekawa czy zima zrobi nam jeszcze na złość...oby nie!



A spójrzcie jaki sobie bukiecik przyniosłam do domu
(hahaha)



Wiem, że jestem nawiedzona ;)

Wiosna idzieeeeeeeeee :)










piątek, 13 stycznia 2012

black&white...

To połączenie, które coraz bardziej do mnie przemawia,
i mimo, że moje ściany dopiero będą white (teraz są prawie white)
a elementy części black są prawie black (bo naprawdę są bardzo ciemno-brązowe),
to w tę stronę będę właśnie podążać jeśli chodzi o moje domowe wnętrza :)

Żółte akcenty, które przewijają się nieśmiało na niektórych zdjęciach
 nie są przypadkowe - na pewno będzie ich więcej, 
bo ten własnie kolor obok niebieskiego mocno mi się widzi na ten sezon :)






Zrobiłam sobie lampę do salonu, o której nie wiem co myśleć ...
Ale niech już stoi - na pewno jest lepsza niż ta kremowo/żółta papierowa, 
którą była - zanim zaczęłam ją oklejać białym materiałem ;)
Najpierw w ogóle zaczęlam naklejać na nią te ażurowe serwetki pod ciasto,
w sumie fajnie wychodziło - tak falbankowo - ale serwetki mi się skończyły,
a zanim pojechałam po nowe to mi się odmieniło 
i stwierdziłam, ze jednak nie o taką lampę mi chodziło ;)
Tamta bardziej pasowałaby do białych, mocno sielskich wnętrz, 
które uwielbiam oglądać bo są takie błooogie - 
ale u siebie wolę jednak nieco ostrzejsze klimaty ;)
I suma sumarum powstał taki poszarpaniec ;)
(Jeszcze nie do końca - bo tym razem skończył mi się klej !)


Czy już pisałam, że uwielbiam spędzać czas w mojej kuchni ? :)


Dzięki wieszakowi na gazety 
mogę sięgać po nie przy kawie i planować ogrodowe poczynania :)





Ale dziś piękne słonko świeci!
Miłego dnia!










czwartek, 12 stycznia 2012

Czekoladowa granola...na dobry początek dnia :)

Jest pożywna, zdrowa i do tego cudownie smakuje i pachnie !
Czego chcieć więcej ?

Przepis stąd:

choć ja nie dorobiłam się jeszcze kuchennej wagi,
więc moja granola jest mocno "na oko",
nawet teraz widzę, że w ogóle zapomniałam o soli ;)


Świetny dodatek do jogurtów - po takim śniadaniu na pewno nie zabraknie nam energii :)
Z pewnością też wykorzystam ją do południowej kawy,
 która bez odrobiny słodyczy nie smakuje tak dobrze ;)

Wiktorii smakowała bardzo ! Zarówno przed jak i po upieczeniu :)



Wikcię zostawiłam dziś w domu bo rano oko tak spuchło i zaropiało, 
że nie mogła go otworzyć...ehh ..znamy to już :/

Mąż też w domu na chorobowym - tu sprawa jest poważn iejsza 
i proszę trzymajcie kciuki za pomyślność rehabilitacji!
Jestem dobrej myśli i nadziei, 
ale wiecie jak to jest mieć chorego faceta w domu....? ;)

Wszystkim odwiedzającym (a jest Was coraz więcej!) dziękuję i pozdrawiam !

wtorek, 10 stycznia 2012

Radość tworzenia i kwitnący jaśmin :)

Dziś miałam okazję sobie przypomnieć,
jaką radość sprawiało mi wymyślanie wzorów
i robienie zaproszeń ślubnych :)

Przypadkiem dostałam propozycję zrobienia wzoru,
innego niż te, które robiłam w tysiącach sztuk,
bez atłasowych wstążek, bardziej w sielską stronę..

Przejrzałam swoje mocno już okrojone materiały
i stworzyłam taki, 
 z koronkową opaską, papierowymi różyczkami i delikatnym listkiem.





Jak Wam się podoba?

Codziennie z obawą śledzę prognozy pogody,
bo na ogrodowych rabatach istny cyrk !

Wszystko nosy z ziemi powyściubiało - 
jakby teraz mrozisko przyszło to bieeedne będzie towarzystwo!

Na razie na szczęście tęgich mrozów na horyzoncie nie widać...
I dobrze!
Bo ja już czekam na wiosnę :)

Przyniosłam sobie do domu kwitnącą gałązkę jaśminu



i pędy forsycji - czekam na pąki :)


A wczoraj zostałam obdarowana przez Babcię urodziwą szeflerą


i tłuściutką cebulą białego amarylisa - już nie mogę się go doczekać :)


Miłego dnia!











piątek, 6 stycznia 2012

Kwiatoterapia :)

Nie znam chyba osoby na którą panująca obecnie aura wpływałaby pozytywnie ...

Siąpiący deszcz, niebo zasnute chmurami, wyjący wiatr, szaaaaarość..

Ale ja ma sposób na polepszenie nastroju i Wam też polecam !

Kwiatoterapia :)

Jak to dobrze, że w  domu 
możemy cieszyć się kwiatami przez okrągły rok!

Aktualnie kwitną u mnie kalanchoe, storczyki i....pachnące hiacynty :)
Taką przyjemność możemy sobie sprawić za kilka złotych :)







Ponieważ jako gospodyni domowa ;) sporo czasu spędzam w kuchni
(tam też jest najbardziej słoneczne okno),
hiacynty zdobią kuchenny parapet (znaczy się blat pod oknem ;) )
wraz z soczytozielonymi kalanchoe :)



Tych z resztą jest w moim domu więcej :)

W salonie - wlasnoręcznie rozmnożone - wyciągają różowe główki do słońca :)




Z przedpokoju zniknęły świąteczne akcenty na rzecz...kalanchoe ;)




Storczyki w sypialni wcale nie zamierzają przekwitać :)





Kwiaty wprowadzają do domu dobrą energię 
a żywymi kolorami potrafią rozproszyć panujące wokół szarości !
Dlatego uważam, że warto się nimi otaczać :)

A co robią Wasze dzieci w tak ponury i wolny dzień?

U nas dzisiaj na tapecie rysowanie i malowanie :)
(poza oglądaniem bajek oczywiście ;) )





Jak widać dziecięca fantazja nie zna granic ;)

Julia za to namiętnie wymyśla "plany na Huberta" :)
To jakiś mocno dokuczający dzieciom kolega z przedszkola,
więc jego przygody bywają niewesołe ;)



Spójrzcie tylko na tę zaciętą minę - tu mi opowiadała co po kolei się z Hubertem dzieje (hahaha)


A w ogóle zaczytujemy się w przygodach dzieci z Bullerbyn :)

- To moja najlepsza książka, Mamo! 
:)

Dziś my rozbierałyśmy choinkę 
(ja z Julką,
 bo Wikcia wieszała z powrotem to co my pieczołowicie wkładałyśmy do pudełka ;) )
a Mąż czytał o tym jak Anna i Lisa chciały uciec z domu - 
wszyscy się chichraliśmy :)