wtorek, 16 czerwca 2015

Wspomnienia z Madery cz.1



Zaczęło się od Walentynkowej kartki, którą otrzymałam od Męża..
bardzo dziwnej, bo...zaszyfrowanej ;)

 Z wypiekami podekscytowania oznaczałam symbole
 i w końcu oczom moim ukazało się takie oto
 zaproszenie na piękną wyspę Maderę ;) 

  
Nie posiadałam się ze szczęścia i niedowierzania,
bo w życiu mego praktycznego Męża 
nie podejrzewałabym o taki romantyzm :))

I oto pierwszy raz odkąd mamy dzieci
 mogliśmy (dzięki wspaniałomyślności całej rodzinki)
zostawić je na tydzień i z okrzykiem "ahoj przygodo"
 wyruszyć w tę (można by powiedzieć)
podróż poślubną po 10 latach małżeństwa ;)

A podróż była wspaniała,
 bo gdy u nas trwało zimne przedwiośnie, 
my mogliśmy się przenieść w krainę wiecznej wiosny,
 z całą mnogością kwitnienia i zapierających w piersiach widoków ♥


Nie będę szczegółowo opisywać tras ani odwiedzanych miejsc,
 chciałabym jednak zachować tu garść zatrzymanych w kadrach chwil, 
żeby łatwo móc do nich wrócić, kiedy przyjdzie mi na to ochota.
Zdjęć w folderze "Madera" jest ogrom 
(doprawdy trudno się oprzeć każdej roślince i każdemu widokowi zza zakrętu),
 dlatego tu będzie taki uporządkowany i okrojony zbiór.

Madera to niewielka wyspa na Oceanie Atlantyckim, należąca do Portugalii.
Licząc z zachodu na wschód ma tylko 57 km długości a szerokość jej to 22 km.
Musicie mi jednak uwierzyć, że objechanie tej wulkanicznej
 i zróżnicowanej pod wzgl. wysokości wyspy
(najwyższy szczyt Pico Ruivo - 1862 m n.p.m.)
 to nie lada wyzwanie.

 I choć my daliśmy radę to zrobić wynajętym samochodem,
 to tych wariackich zjazdów, zakrętów i zatkanych uszu 
nie zapomnę jeszcze długo ;)

Najpierw jednak pokażę zdjęcia z miejscowości Santa Cruz,
 w której znajdował się nasz hotel.

Pierwszego dnia udaliśmy się na wycieczkę pieszą,
 żeby rozeznać się trochę w terenie.
Ochów i achów z mojej strony nie było końca ;)






















Można odnieść nieodparte wrażenie, że życie w tym miasteczku sączy się powoli i niespiesznie...









Zaglądaliśmy na posesje, nierzadko sprawiające wrażenie opuszczonych,
jednak bujna roślinność żyła tu wszędzie swoim życiem ;)

















A w przydomowych ogródkach kwitną banany :) 



Aloes w ilościach hurtowych na wyciągnięcie ręki,
tak więc naturalne maseczki na zaczerwienioną od słońca skórę
 miałam na życzenie ;)





Pierwszy dzień pobytu pozwolił nam się nieco zadomowić 
w klimacie wyspy, 
następny spędziliśmy już w jej stolicy - Funchal - 
ale o tym następnym razem :)


wtorek, 12 maja 2015

Plener Komunijny ;)

Ja już mam naprawdę taką dużą Córcię :)

Przygotowania do uroczystości komunijnych 
wiązały się z niemałą dawką stresu, 
poświęconego czasu i miliona drobiazgów do ogarnięcia.

Czy o wszystkim pamiętamy, czy krawcowa zdąży uszyć sukienkę,
 czy modlitwy zaliczone,
czy za mało jedzenia czy za dużo, 
czy damy radę wszystko przygotować na czas
 (przyjecie robiliśmy w domu) 
czy będzie pogoda?!!?

Najbliżsi pomagali nam na ostatniej prostej,
 zarówno w kuchni jak i w dekoracjach -
 nie zapomnę tych naręczy białych bzów, gałązek jabłoni i zawilców
 przywiezionych przez Mamę i Babcię na taczce
 a potem układanych w wazonach przez kilka kobiet jednocześnie :)

Uff....a potem chwila moment,
 w wielkim kościele nawet swego dziecka dobrze nie widziałam,
 pogoda najgorsza z możliwych, więc i samo przyjęcie nie trwało długo, 
bo ileż można siedzieć przy stole ;)

Ogród owiany zimnym wiatrem i siąpiącym deszczem nie chciał nas ugościć.

Córcia moja roztrzepana i stroniąca raczej od damskiej elegancji 
(sama sukienka była wyzwaniem, gdyż dziecko wznosiło oczy do nieba
 na sklepowe propozycje pełne tiulów, wstążeczek, różyczek,
 nie mówiąc już o rękawiczkach, bolerkach, wiankach i innych cudach)
 przebrała się w krótką sukieneczkę zaraz po obiedzie 
a tym samym nie zdążyłam jej zrobić żadnego normalnego zdjęcia w komunijnym stroju.

 W związku z czym czułam niedosyt jakiś, 
żadnego uchwyconego momentu w uroczystym stroju, 
żadnej zatrzymanej w ciekawym kadrze chwili...

Korzystając jednak z Białego Tygodnia (obie się wystroiły w suknie - a co ;) ) ,
zaraz po wczorajszej wieczornej mszy,
powiozłam moje panny prosto na pola za domem 
i w blasku ostatnich nikłych promieni majowego słońca
 powstała expresowa sesja komunijna :)

Ja je przeganiałam po drodze, 
wpędzałam w rzepak i pospieszałam, bo zaraz słońce całkiem zniknie,
a one dzielnie mi pozowały, choć nie obyło się bez wygłupów ;)


























Ja się mam z Nimi a One ze mną :)
♥♥♥