środa, 20 lipca 2011

Nie mam weny..

Nie mam weny na nic..
Nie mówię tu o żadnej konkretnej twórczości...
Ostatnio nie mam weny tak ogólnie, na spacery, zabawy, rozrywki, wyjazdy.
Nie chce mi się nic.
Nawet książkę odstawiłam..
Czuję się ogłupiona tym siedzeniem w domu.
Nie potrafię zaplanować urlopu, na który tak się cieszyłam !
Przed nami weekend i znów zapowiadają chmury, deszcze...
Zła jestem sama na siebie, że tak marudzę !
Nie chcę...ale to silniejsze ode mnie!
Każdy dzień do znudzenia podobny do poprzedniego..

Takie nastroje to na jesieni nie dziwią..ale w środku lata??
W przypływach energii wymyślam coraz to nowe zajęcia,
które pozwalają choć na chwilę uśmiechu :)
I tak np namówiłam Męża na przemeblowanie w salonie :)
Pierwsze od czasu kompletnego umeblowania się
(nie licząc początków na tarasowych meblach ;) ).
Ale fajnie - mam całkiem nowy pokój :)
I w końcu komodę "jadalnianą", w której zamieszkają serwetki, ściereczki, świece
 i inne stołowo-kuchenne sprawy :)
Czasem rozwiązania są tak blisko, że ich nie zauważamy!
Zawsze chciałam mieć taką komodę, witrynkę, czy kredensik w pobliżu stołu.
W poprzednim ustawieniu nie było to możliwe,
 a komoda stała w pokoju obok i nie pełniła żadnej konkretnej funkji.
W salonie prezentuje się o wiele lepiej !
I aż się prosi aby poustawiać na niej ramki z naszymi rodzinnymi zdjęciami :)
Muszę pomyśleć w tym temacie ;)
W temacie ramek konkretnie...bo rodzinnych zdjęć Ci u nas dostatek :)

Oddając sprawiedliwość pogodzie - wczoraj było naprawdę idealnie.
Piękne, ciepłe słońce a do tego orzeźwiający wietrzyk.
Czyste błękitne niebo upstrzone białymi strzępami chmur !
Bosko!
Korzystając z tej pięknej okazji mam oczywiście nieco zdjęć :)
Trochę prywaty :)


clematisy w tym roku sprawiły mi wiele radości !
Dosadziłam im trochę towarzystwa - w następnym sezonie się okaże czy to był dobry pomysł.


Malwy też cieszą mnie ogromnie - mają piękne pełne kwiaty.



Lawenda w tym roku zaniemogła w przytarasowym gąszczu - ale za to perovskia nadrabia :)



I jeszcze kilka kwiatków :)









I najpiękniejsze kwiatki  :)




Szperam też po kulinarnych blogach 
- jak tak dalej pójdzie znów będzie trzeba z doktorem dukanem zacieśnić kontakt ;)
 Przedwczoraj upiekłam drożdżówki z serem i wiśniami (pomagałam siostrze drylować ;) )



A dziś dla moich sikorek - śniadaniowe pancake'sy :)
W sam raz na taką burą pogodę za oknem !
Pierwszy raz smażyłam, pierwszy raz jadłam - jestem na tak :)
Oprócz tego, że idą w boczki ;)





Jakby ktoś chciał się pokusić to odsyłam na bloga:


Smacznego ! 



czwartek, 14 lipca 2011

Projekt Szczęście !

Książka o takim tytule zagościła niedawno na moim nocnym stoliku.
Nie połknęłam jej jednak w jedną noc  - jak to mam z zwyczaju, 
gdy akcja jest wartka, głęboka i zaskakująca..
Czytam ją już ponad tydzień a zakładka wskazuje dopiero jedną trzecią..
Jest to jednak jedna z pozycji, która na pewno na dlugo zapadnie mi w pamięć
 i do której będę często wracać.
Czytam ją tak powoli, rozkładając na czynniki pierwsze każdą złotą myśl w niej zawartą.
Przykłady i rozważania dopasowuję do siebie, do swojego życia..
..i w zasadzie już po kilku pierwszych stronach stwierdziłam, że
JESTEM SZCZĘŚLIWA :)
Tak naprawdę wcale nie musiała przekonywać mnie o tym autorka,
choć przytacza najnowsze badania, wg których o poziomie szczęścia danej osoby 
aż w 50% decydują geny !
Dalsze 20% zajmują uwarunkowania obiektywne typu:
wiek, płeć, stan zdrowia, stan cywilny, wykonywany zawód czy dochody.
Ostatnie 30% jest efektem sposobu myślenia i zachowania !
I tu dopiero mamy pole popisu do pracy nad sobą !
Wciąż zaskakuje mnie prawdziwość jej tez :)
Zebrane przez nią materiały i jej własne przemyślenia są tak celne i warte zapamiętania, 
że postanowiłam zapisywać je sobie na blogu,
 żeby zawsze móc do nich wrócić, 
kiedy przeczytana książka trafi z powrotem do właścicielki :)
Bo nieustanna praca nad sobą jest gwarancją szczęścia !
I ja to naprawdę robię, nawet często podświadomie, automatycznie i intuicyjnie,
ale mając taki przewodnik powinno być łatwiej 
przezwyciężać stany, które przecież wszystkim nam się zdarzają...
Bo mimo całego mojego optymizmu, radości życia i pogodu ducha
bywa, że w złość wpadam bardzo łatwo
 i nie zawsze zdążę nad sobą zapanować.
Cóż..nawet często tak bywa.. ;)
A jak nachodzi mnie dół i smutek to taki,
 że najchętniej zakopałabym się w stos puchowych kołder
 i nie wychodziła caly dzień.
Ale mimo to zawsze zdobędę się na optymistyczną ocenę sytuacji, 
czasem tylko przychodzi to szybciej a czasem wolniej..
Kilka dni temu np. szlochałam wieczorem w poduszkę bo kiepskim dniu...
Zdarzają się dni, że nie wyrabiam po prostu w tym dziecięcym rozgardiaszu
(starsza córka ma wakacje), 
w tym pisku i wizgu od samego rana, 
w tym braku spokoju i skupienia, 
w tym młynie z dziećmi przyczepionymi przysłowiowej spódnicy..
Pod wieczór przypominam już kolczastą gradową chmurę...
Do tego poszukiwania pracy wciąż - mimo coraz intensywniejszych starań - 
nie przynoszą rezultatów..
W takie dni właśnie czuję, że opuszczają mnie siły, wena, chęci do życia,
nie widzę żadnego puntku zaczepienia, czegoś czym mogłabym się zająć, 
co sprawiłoby przyjemność,
wszystko wydaje mi się takie bez sensu...
Ale troska w oczach Mojego Męża
- Rybuś... co się dzieje..?
potrafi sprawić, że momentalnie ten krzywy obraz wraca na dobre tory
i przed oczami mam nas, nasze zdrowe dzieci, nasz dom, nasze miejsce na ziemi...
- Oj, noo...ja naprawdę jestem szczęśliwa - w 90 %!
ale czasem te 10% ( przeznaczone na doły i smutki) tak mnie wciąga i porywa,
 że się w nich zapętlam i nie potrafię wyzwolić..
A jednak potrafię ;) 
No ale to musi zawsze trochę potrwać :)
 No i bywa, że mój nastrój przypomina sinusoidę - raz w górę, raz w dół !
Teraz właśnie jest taki okres.
Wszystkie te czynniki jakie opisałam wyżej + kapryśna pogoda  i sinusoida gotowa ;)
Staram się jednak jak najcześciej osiągać wyżyny dobrego nastroju
 i co za tym idzie zgarniać jak najwięcej dobrych radosnych chwil,
 pozytywnych odczuć i wrażeń !
Jestem przecież szczęśliwa - muszę o tym pamiętać,
 doceniać to, smakować, cieszyć się !
Autorka Projektu Szczęście dodatkowo mi w tym pomaga :)
Postanowiła stworzyć sobie listę przykazań, priorytetów, złotych myśli i zadań.
Naprawdę wiele z nich mogłabym zapożyczyć do swojego życia :)
Np dowodzi, że poprawę nastroju możemy osiągnąć poprzez generalne porządki :)
Ja postanowiłam rozprawić się z pokojem dziewczynek.
Generalnie chodzi o to, żeby zacząć działać. 
Jeśli trzeba  - to nawet zmusić się do pierwszego kroku.
Potem już energia wyzwala energię i trudno się zatrzymać :)
Ja ostatecznie rozprawiłam się z zawartoscią szuflad z zabawkami.
I mimo, ze Starsza Córka patrząc na moje poczynania powtarzała co chwila:
- Mamo ! To najgorszy dzień mojego życia!
Ja zapełniałam coraz to nowe worki na śmieci :)
W rezultacie  wieczorem pokoik był nie do poznania :)
I nawet usłyszalam przed snem
( z uroczego, nowego, pachnącego czystą pościelą kącika)
- To najlepszy dzień mojego życia, Mamo! 
:)


Jak widać nastąpiły też małe porządki na blogu :)
Zmieniłam jego nazwę na
Dzień za Dniem
bo tak naprawdę więcej w nim naszego codzienniego życia niż dekoracji ;)

Julkowe ukwiecone stópki trafiły też do letniego nagłówka ;)

Dzieci będą tu częstym gościem bo wypełniają sobą całe nasze dni :)




I zawsze mają duuużo do powiedzenia ;)


I trochę naszego otoczenia :)








poniedziałek, 4 lipca 2011

Gdzie się podziało lato???

Mamy lipiec.
Powinno być gorąco i słonecznie...
...a tymczasem ja od rana chodzę w grubych wełnianych skarpetach, 
opatulona w koc...zimnooo !
Niebo zasnute chmurami, co jakis czas słońce przedziera się przez nie,
przypominając jak jest przyjemnie gdy tak rozświetla wszystko wokół..
ale już za chwilę znowu szaro..a do tego mży i kropi...jesień normalnie..

Dzięki tej pogodzie w domu trwają różne niecodzienne porządki.
Z gabinetu wyfrunęły wszystkie zabawki - do końca miesiąca czekam na zamówioną sofę,
może uda mi się stworzyć jakąs dekorację na ścianę 
i w końcu powstanie tam przyjemni kącik do czytania :)
W szafie z butami też się zrobił porządek - po co nam tyle butów??? :)
Pracownia się sprząta...powoli przymierzam się do zamiany jej na sypialnię dla Dziewczynek..
No bo co tu robić, gdy za oknem taka pogoda..?

A jeszcze kilka dni temu było tak pięknie:










I moja wielka ogrodowa radość - oleander :)






W weekend znów się trochę napiekłam :)

Najpierw powstał urodzinowy tort dla przyjaciółki ze szkolnej ławy :)


Pracuje w aptece, więc pomysł z receptą na "Szęęęście"  :) sam wpadł do głowy :)
I impreza też się udała - gardło zdarte po grupowych występach karaoke :)

A wczoraj na osłodę słoty za oknem
 raczyliśmy się pavlovą - prosty i naprawdę rewelacyjny deser - polecam !


I mimo kiepskiej pogody życzę udanego tygodnia !

P.S. tfu, tfu, żeby nie zapeszać...prognozy pogodowe na następne dni są jednak optymistyczne :)








środa, 22 czerwca 2011

Ja to mam fuksa :)
Farta, szczęście...do odbabcinych podarków :)

Przechodziłam ostatnio pod babciną werandą i zobaczyłam na oknie fuksje.
Nie te, do których przekonać się wciąż nie mogę -
 o kontrastowym zabarwieniu płatków,
ale takie co same przyciągają mój wzrok,
 delikatne, subtelne, bladoróżowe...
Dziś rano wsadziłam Córcię w rowerek i pojechałyśmy do Babci
 z zamiarem zapytania, czy przypadkiem nie ma tych fuksji za dużo 
bo co najmniej kilka okazów tam widziałam :)
Nie zdążyłam nawet prośby swej wypowiedzieć, kiedy usłyszałam:

- oo Kotku, dobrze, ze przyszłaś :) Chciałam, żebyś sobie fuksję na taras wzięła :)

(jupiii !!!) 

I tym sposobem na tarasie mamy dostojnego gościa, 
który pięknie ukwieca kawowy kącik :)
Na odchodnym dostałam jeszcze prikaz:

- Przyjmij sobie za punkt honoru codzienne, poranne jej podlewanie!

Tak jest! :)








piątek, 17 czerwca 2011

Na słodko... :)

Dziś przed południem odwiedziła mnie koleżanka...
O tej umówionej wizycie przypomniałam sobie niemal w ostatniej chwili :)
W spiżarce ze słodkości do kawy znalazłam tylko suche herbatniki,
więc szybko wyszperałam na kulinarnym blogu ten oto obiecujący przepis:
i tym sposobem kawę na tarasie umiliły nam cytrynowe słodkości :)


Zaraz potem wzięłam Młodsze Dziecię pod pachę
i wiejską dróżką (przez ogródek...lalalala :) )
 pobiegłam do Mamy i Siostry na lepienie pierogów z truskawkami :)

Oj wesołe to było lepienie :)
W obszernej kuchni Rodziców, wśród muzyki, glośnych śpiewów, 
tańców z wałkiem, gromkiego śmiechu
i biegających boso dzieci  :)
A przy stole ruch jak w Rzymie :)
Nie bez powodu nazwali nas kiedyś wariacką włoską rodzinką :)

A na zakończenie dnia...słodki zapach maciejki


pachnie po prostu bajecznie!

I równie bajecznie zapowiada się mój oleander!


I wieczorne ujęcie pelargonii - kwiatowa wizytówka domu :)