Kobieta zmienną jest :)
W zasadzie nigdy szczególnie nie przepadałam za kolorem pomarańczowym.
A już dekoracje w tym kolorze?
Fajne, ale nie u mnie :)
Nawet jeśli chodzi o jesienne aranżacje,
gdzie pomarańcze często grają główną rolę,
ja uparcie szukałam białych dyń, różowych kwiatów i liści :)
Różowości zostały mi do dziś,
ale ich połączenie z pomarańczem to dla mnie nowość
- która baardzo w tym sezonie do mnie przemawia :)
Więc wybrałam się dziś z moimi dziewuszkami na dyniowy festyn
i dzięki dyniom otoczenie mojego domu tej jesieni
jest właśnie w kolorach pink+orange :)
Mnie się podoba - a Wam?
Ciężko było dotaszczyć te wszystkie dynie do samochodu, szczególnie, że stał dość daleko a ja wybrałam się bez silnego męskiego ramienia ;)
Ludzie też dziwnie patrzyli na nasz majdan :)
A to jeszcze nie wszystko bo kolejne siatki trzymałam w drętwiejących palcach :)
Ale trud się opłacał bo teraz urocze energetyczne dyniaczki cieszą moje oczy w ogrodzie i w domu :)
Na festynie byłyśmy krótko - w zasadzie tylko po dynie,
a szkoda bo otoczenie było piękne...
No ale przynajmniej zdążyłyśmy przed deszczem :)
W przyszłą sobotę robimy urodzinowe przyjęcie Młodszej Królewny
(muszę pomyśleć nad tortem!) -
aż trudno uwierzyć, że to już dwa lata jak jest z nami :)















































