Będzie to prawdopodobnie dość chaotyczny wpis,
bo zdjęcia mam z kilku ostatnich grudniowych dni.
A jak już doszłam do tego - jak odblokować limit
(wykasować stare, powtarzające się foty z picasy)
to wklejam wszystkie naraz - a co! :)
Dobiegający końca weekend był CUDOWNY!
Niby nic się nie działo, niby żadnych szczególnych atrakcji,
ale w rodzinno-domowym sosie było nam wyjątkowo sielsko i dobrze :)
Upiekłam z dziewczynkami pierwszą partię pierniczków,
które zamknęłyśmy w puszkach z kawałkami jabłek
- jak widać, Pelcia wyjada nawet te jabłka - straszny z niej łasuch :)
W domu coraz więcej czerwieni - to jej debiut w naszym domu :)
Skórkę kandyzowaną zrobiłam wczoraj sama,
przy okazji nocnego oglądania Listów do M. z siostrą :)
Dzieciaki wszystkie spały razem, z czego miały ogromną frajdę oczywiście!
Rano ciężko było ogarnąć rozhasaną ferajnę,
żeby zapakować je na sanki
i pociągnąć na śniadanie do Dziadka Marka,
który własnie wrócił z trasy :)
Dziadkowi zaniosłyśmy puszkę pierniczków,
bo niestety (co za beznadzieja!) nie przyjedzie do domu na Święta :/
Więc zapakujemy mu choć trochę Świąt do pracy ;)
Pierogi już częściowo poklejone, mrożą się w zamrażarce.
Przy okazji lepienia (nocnego a jakże - doba jakoś nie chce się sama rozciągnąć)
odbyłam wychowawczą rozmowę z Mamą i tym razem dla odmiany
(mając dzieci można czasem zapomnieć,że samemu się jest dzieckiem ;) )
to ja byłam wychowywana ;)
Chyba mi pomogło ;)
Zrobiłam też na próbę makowca z przepisu Dorotki oczywiście,
nigdy wcześniej nie robiłam a do tego ambitnie podeszłam do tematu
i nie dałam się skusić na żadne tam gotowe masy z 30% maku w składzie.
Wyszedł całkiem, całkiem, za tydzień powtórka ;)
W zimowy, śnieżny, mikołajkowy wieczór
zakutana w ciepły...szlafrok (a kto mi zabroni??? ;)) )
i puchową kurtkę,
z kubkiem gorącej kawy w ręku, aparatem w drugiej
i kotem plączącym się między nogami
(którego to kota brałam za Tatowego Zbyrka,
karmiłam, wpuszczałam do domu na "ogrzanie"
a okazał się całkiem obcym kotem ze wsi ;) )
udałam się dwa domy dalej do Babci,
żeby jej podarka słodkiego zostawić
i o sekretny przepis na makowiec wypytać.
Przy okazji dostał mi się karton stareńkich jak świat
i z tej starości wyblakłych i przetartych,
uroczych szklanych bombek,
wśród których najbardziej uroczy był muchomor :)
Sekretem udanej masy makowej okazało się dodanie do niej mleczka zagęszczonego :)
A wracając do Mikołaja :)
Oprócz prezentów w butach,
w tym roku dodatkową atrakcją dla dziewczynek
był wyjazd do Teatru Lalek na zimowe przedstawienie,
z Mikołajem i prezentami!
Wyjazd ten "dostał" nam się przypadkiem w ostatniej chwili od koleżanki,
której synek niestety się rozchorował i nie mógł pojechać.
A moje dziewuchy były zachwycone!
Miłość Pelci do koloru niebieskiego nadal kwitnie,
zachwycała się nawet niebieskimi lampkami na teatralnej choince :)
Nie mogłam jej więc nie zrobić niebieskich dekoracji w pokoju ;)
Julcia zostaje przy różowym, więc ozdoby są głównie dwukolorowe ;)
Świerkowy stroik ubierały razem ze mną,
co widać po zagęszczeniu ozdób na gałązkach ;))
Na ten komplet wiekowych bombek od Babci nie mam jeszcze pomysłu,
chyba wrzucę w wazon dziewczynom do pokoju, bo są takie kolorowe właśnie :)
A resztę domu opanowały biele i czerwienie.
I na zewnątrz też biało :)
Jest pięknie!
Mąż właśnie wrócił z odśnieżania podjazdu mokrusieńki!
Ale na quadzie to się po śniegu fajnie bączki kręci, cooo??? ;)))
Przed nami ostatnie dwa tygodnie do świąt.
Nie bedę wariować, wściekać się, że nie zdążę,
czego nie uda się zrobić to trudno,
postaram się skupić na tym co nam sprawia radość.
I Wam radzę zrobić to samo :)
Miłego tygodnia!