PMS to taka moja prywatna zmora...
Pojawia się co miesiąc i uprzykrza życie nie tylko mnie..
Do tego na śniadanie, obiad i kolację jadłabym nutellę :)
Ludzie mają różne nałogi. Moim jest nutella.
Na łyżce... nie na kromce chleba....
Otwieram szafkę kawowo-herbacianą i nutella się do mnie uśmiecha. :)
A uśmiech ma piękny !
Czekoladowo-orzechowy !
No ale z nią ostrożnie trzeba bo mimo, że potrafi rewelacyjnie poprawić humor
to bywa zgubna...oj ! :)
Więc dziś umilałam sobie nastrój innymi bodźcami...wzrokowymi :)
Moja hortensja zorro wciąż kwitnie i ma mnóstwo pączków..
zważywszy na niską temperaturę chyba zabiorę ją do domu,
żeby zdążyła w pełni rozkwitnąć zanim zmarznie...
A na parapetach jesienne kompozycje z chryzantemą...
rozsadziłam dziś kalanchoe - była jedna, zrobiłam trzy
- mam nadzieję, że się przyjmie w niedługo zakwitnie :)
i dokupiłam jeszcze dwa wrzosy bo tak ładnie się do mnie uśmiechały
- liliowy i biały...i już mieszkają na rabacie :)
A tymczasem Mój Mąż skończył malować stolik do mojej pracowni -
będzie służył do ekspozycji galanterii papierniczej :)
Jest cudny - jak z bajki :)
i już nie mogę się doczekać kiedy będzie mógł stanąć na właściwym miejscu...
I coś co świetnie wpasuje się w ten staroświecki styl:
szydełkowo wykończony bieżnik i podkładki pod kubki :)
i kawa od razu smakuje lepiej :)
a na koniec ostatnio powstały obraz
w odcieniach bieli i szarości,
który zaraz powędruje do pracowni :)
Bardzo mi miło, że do mnie zaglądacie !
Pozdrawiam Was wszystkich !